Szydzi i kpi. Nie zaczepia, ale rozbawia. Czasem irytuje. Mimo tego, że ubiera perukę i zakłada sztuczną szczękę – wciąż jest sobą. Niebawem pojawi się na pierwszych stronach YouTube. Poznajcie Bartka. BartkaUSA.

Dziś polscy vlogerzy bardziej niż zwykle muszą walczyć o internetowego widza. Powodem nie jest już tylko rosnąca grupa osób kręcących filmiki – ad vocem – bardzo odważnych, przekraczających granice. Przeglądając pierwszą stronę YouTube na hasło „vlog” możemy natknąć się na popularne trio z pyta.pl i spidermana/batmana/bałwana od „SA Wardęga”. Jest też mniej znane „Zapytaj Beczkę” czy „Kolorowy”.

Jednak największym zaskoczeniem jest spontaniczny, naturalny i co ważne – błyskotliwy Bartek USA. W jego nagraniach bohaterami są zwykli ludzie spotkani na ulicach i sklepach. Samo porównanie do Jacka Vale czy Rémi Gaillard jest niewystarczające, bowiem specyficzny humor Bartka wprawia nie tylko w zakłopotanie i irytację, ale też dużą dawkę śmiechu. Zarówno oglądających, jak i samych „ofiar”.

Jak samo o sobie pisze: „Urodziłem się w wieku dwunastu lat. W pierwszym miesiącu życia strasznie mi się nudziło i pomyślałem, że poznam kilka wpływowych osób ze świata kultury i polityki.
Oczywiście wszystko mi się udało, a reszta poszła już z górki… ogromna popularność, ogromne pieniądze i wyuzdany seks to normalka”.

Sklepowe obserwacje ukryta kamera

BartekUSA nie nagrywa monologów odwołujących się do powszechnie dostępnej polityki i płytkich wywodów na temat świata. On w banalny sposób pokazuje jak lękowo reagują ludzie w codziennych sytuacjach. Udowadnia jak bezmyślni mogą być „specjaliści” od telewizji kablowej i jak szybką można zostać – błędnie – ocenionym przez ludzi spacerujących w parku.

Przeprosiny z kwiatami ukryta kamera

Tutaj pojawia się prośba do wszystkich amatorów, którzy pragną zostać gwiazdami polskiego i nie tylko internetu. Bądźcie naturalni i nie kopiujcie pomysłów. Lecz najpierw zacznijcie oglądać kanał Bartka – BartekUSA na Youtube.com

Szkoda, że w naszym kraju promowane jest to, czego nie da się oglądać. A dobry żart tonie w internetowych śmieciach.