Na X widziałam ostatnio viralowe nagranie, na którym nieznana mi dziewczyna opowiada, jak bardzo zestresowała ją awaria Chata GPT. Przyznaje, że wielokrotnie korzysta z niego na co dzień, prosząc o rady i wskazówki nawet przy prozaicznych, codziennych sprawach. „Szukam w nim odpowiedzi na dosłownie wszystko”, podsumowuje. Do tego śmiało deklaruje, że jest od AI uzależniona.

Sztuczna Inteligencja zwalnia z myślenia?

Pojawiają się nowe badania, które dowodzą, że częste korzystanie z AI „ogłupia”, ponieważ zbyt często zwalnia nas z myślenia. Ma to miejsce nie tylko w codziennych sytuacjach, ale przede wszystkim w pracy – niezależnie od branży.

W marketingu często mamy do czynienia z Klientami, którzy rozpoczynają pierwszą rozmowę od stwierdzenia, że nie potrafią pisać. Niektórzy mają wręcz opory przy tworzeniu briefów. Zupełnie niepotrzebnie. Na tym przecież polega nasza współpraca. Klient dostarcza kontekst, wizję i wszystkie potrzebne informacje, a my dostarczamy treści.

Niejednokrotnie zdarzyło mi się pracować na bazie „brudnopisów”, czyli bardziej lub mniej chaotycznie zapisanych wskazówek. W tym przypadku nie tylko dostaję konkrety w szczerej, surowej formie, ale też pewien obraz Klienta. W takich swobodnych opisach od razu widać, co jest dla niego ważne, a nawet które zagadnienia budzą u niego jakieś szczególne emocje. Dzięki temu możemy po prostu lepiej wzajemnie się zrozumieć. Lubię tego typu materiały, jeśli oczywiście zawierają wszystkie potrzebne informacje. Wiele wybitnych pomysłów najpierw miało formę niedbałych notatek.

Kto sięga po AI?

AI w dużym stopniu zwolniło wiele osób z myślenia przy pisaniu, czy raczej zupełnie zwolniło z konieczności pisania. Rzeczywiście, pisanie jest trudne. Znaczenie mają nie tylko poprawność językowa czy warsztat pisarski. Przekazywane idei, emocji, intencji czy historii w formie słowa pisanego często stanowi wyzwanie także dla doświadczonych rzemieślników. Nawet noblistka uległa pokusie i korzysta z pomocy AI.

Nie dziwi mnie, że wiele osób sięga po to narzędzie. Często trudno jest dobrze wyrazić to, co ma się na myśli. Tym bardziej, że wiele osób na co dzień nie pisze właściwie niczego. W tym nie pomaga chroniczne przemęczenie i przebodźcowanie. Jak znaleźć właściwe słowa, gdy każdego dnia ich miliony atakują nas ze wszystkich stron? A tu kilka kliknięć, krótka instrukcja i gotowe. Do tego pojawiające się treści na pierwszy rzut oka są napisane zgrabnie, przystępnie. I jakie uprzejme to AI!

Zleceniodawcy często sięgają po takie wsparcie przy tworzeniu zamówień. Skoro AI z powodzeniem odpisuje na maile (w wielu systemach jest to już wbudowana funkcja), dlaczego nie mogłoby napisać briefu?

Jak najbardziej, da się napisać dobry brief marketingowy z pomocą AI. Niestety, mało kto wie, jak to zrobić. Kiedy do okienka wrzuci się strzępki informacji i ogólniki, AI wygeneruje mało znaczące banały i frazesy. Nierzadko poszuka sobie dodatkowych informacji w Internecie albo zacznie halucynować, przez co w treści pojawiają się dane niezgodne z zakresem działalności czy wizerunkiem firmy.

AI jak pośrednik

Trzeba jednak pamiętać, że AI to kolejny „pośrednik”, który nie zna marki Klienta. Nie wie nic o szeregowych pracownikach i o tym, jak wygląda codzienna praca. Copywriter, który dostaje brief wygenerowany przez AI, staje się kolejną osobą w głuchym telefonie. Po drodze gubią się detale, często subtelne, a idealnie oddające istotę marki. Czasem jedno określenie czy jedna anegdota z historii firmy mogą stanowić fundament dla świetnego tekstu marketingowego.

Najgorsze są jednak generowane przez AI sugestie poprawek i „ulepszeń” tekstów. Jeśli wyda się polecenie „popraw tekst”, będzie poprawiany. W kółko. Wiele osób nie wie, jak prawidłowo formułować prompty i pisze je bardzo ogólnie, dlatego AI luźno je sobie interpretuje.

Co właściwie znaczy: „popraw tekst”, „zaproponuj, jak ulepszyć ten tekst” albo „kochana, jak mogłybyśmy to pięknie rozwinąć?”. Nawet takie polecenia, jak: „napisz tekst, by brzmiał bardziej naturalnie” są trudne w interpretacji – tekst ma brzmieć naturalnie, ale dla kogo? Pominę już paradoks proszenia sztucznej inteligencji o naturalność.

AI może np. streścić tekst, zamienić fragment na listę punktowaną czy tabelę albo wyłapać oczywiste literówki i usterki. Sama korzystam z niego do takich prostych zadań technicznych, ze względu na oszczędność czasu i energii. Przy tym efekt oczywiście weryfikuję, a zwykle ostatecznie i tak go jeszcze modyfikuję. Wytwory sztucznej inteligencji zawsze warto konfrontować z inteligencją prawdziwą.

Szukanie autorytetu w AI

Problematyczne jest też traktowanie AI jako autorytetu w kwestii stylu. Niektórzy Klienci w wymaganiach zaznaczają, że tekst ma być „ciekawy”, „oryginalny” czy robić „efekt WOW”. Cóż to znaczy? AI też ma z tym problem. Często jego „kwiecistości” wypadają koszmarnie pretensjonalnie. Są dziwnymi kalkami z angielskiego, pompatycznymi metaforami czy po prostu grafomańskimi wykwitami. Oczywiście, to kwestia gustu. Problem zaczyna się w momencie, gdy jest wysokie ryzyko, że propozycje AI są zupełnie nietrafione w przypadku danej grupy odbiorców czy wręcz mogą zostać uznane za śmieszne.

Kilkukrotnie zdarzyło się, że Klienci wklejają do briefu wybujałe wytwory AI jako inspirację. Zawsze stawia mnie to w trudnej sytuacji. Barwny styl to wyrafinowana, nieuchwytna sztuka – dla każdego właściwie znaczy co innego. AI, które otrzyma prompt: „napisz to jakoś ciekawie”, na pewno coś wygeneruje. Większość copywriterów w takiej sytuacji podejmuje dyskusję z Klientem w celu ustalenia jakiegoś kierunku, ale to wymaga wysiłku po obu stronach. AI posłusznie i szybko wykonuje polecenia. Ale co z jakością treści?

AI a generowanie treści

Jesteśmy w dziwnym momencie historii rozwoju AI w obszarze generowania tekstów.

Zagorzali przeciwnicy nierzadko dopatrują się AI tam, gdzie go nie ma. Na cenzurowanym są jak najbardziej poprawne półpauzy (–), nagminnie mylone z pauzami (—), czy słynne już antytezy: „To nie X, to Y”. AI ma swoje zwroty i konstrukcje, których nagminnie nadużywa. Nawet gdy człowiek naturalnie i zupełnie nieświadomie użyje ich w tekście, zaczynają budzić u odbiorców podejrzenia albo po prostu irytują. W tym wszystkim nie pomagają darmowe AI checkery, które wróżą z cyfrowych fusów.

Z drugiej strony, coraz więcej osób traktuje AI jako swojego asystenta, ufając mu właściwie bezgranicznie. Powierzają mu pisanie maili, tworzenie ofert i briefów, a nawet konsultują decyzje biznesowe. AI oczywiście jest przydatne nie tylko w obszarze automatyzacji. Może zwrócić uwagę na coś, co się przeoczyło albo o czym się w ogóle nie pomyślało. Ale to nie jest wyrocznia.

AI jak najbardziej może zwalniać nas z myślenia, ale niech robi to w kwestiach błahych. Czy na co dzień, czy w pracy, warto mimo wszystko wkładać wysiłek w samodzielne myślenie.

Lepiej niech AI myśli z nami, a nie za nas.

Nina

Copywriter i Content Manager. Tworzy treści od 2012 roku. Wiceprezeska wrocławskiego Stowarzyszenia Badania i Rozwoju Gier Wideo „Game UP”.