35 metrów od wejścia do Szpitala Górniczego w Sosnowcu, na początku października znaleziono zwłoki mężczyzny. Okazało się, że to ciało mężczyzny, którego przywieziono do placówki w 2011 roku.

Czterdziestoletni mężczyzna w sierpniu 2011 został przywieziony do sosnowieckiego szpitala, pod wpływem amfetaminy. Chciał popełnić samobójstwo. 40 latek był przytomny i po 15 minutach pobytu w szpitalu został wypuszczony. Od tego momentu nikt go już nie widział. Aż do 9 października br. kiedy zwłoki mężczyzny znaleziono w trakcie prac porządkowych wykonywanych wokół placówki.
Ciało leżało pod kępą jałowca znajdującgo się na skraju przyszpitalnego placu. W tym miejscu jest ruchliwa droga dojazdowa do szpitala, dlatego dziwi fakt, że nikt go wcześniej nie dostrzegł.

Komenda Miejska Policji w Sosnowcu w rozmowie z Dziennikiem Zachodnim informuje, że policjanci zrobili wszystko, co do nich należało. Z uwagi na próbę samobójczą, zgłoszenie zaginięcia zakwalifikowano do sprawy pierwszej kategorii. Funkcjonariusze przeszukali teren wokół szpitala oraz inne placówki. Jak widać bez skutku.
Aktualnie śledztwo prowadzi Prokuratura Rejonowa Sosnowiec-Północ. Jego wyniki będą znane w ciągu kilku tygodni.