Ostatnie chwile przygotowań do Euro można dostrzec nie wychodząc z domu. Na pewno masz u siebie (nie)zbędne gadżety kibica. Popijając Tyskie z czteropaku kibica, w eurokuflu z hasłem „Do boju Polsko” siedzisz przed laptopem i czytasz artykuł z cyklu „ile do Euro”. A w łóżku czeka żona. Pewnie w biało czerwonej koszuli nocnej, która była numerem jeden w sieciówkach H&M. Pewnie kupiła, bo w sklepie kusił napis: „Przygotuj męża do mistrzostw”. I to jeszcze można przeżyć, ale kiedy swoje kibicowskie nawyki celebruje się na ulicy, wtedy budzi się niesmak. Niesmak przechodniów, znajomych, i w końcu przyjaciół.

Jak powiedział kiedyś ktoś mądry – „wszystko jest dla ludzi, ale z umiarem”.  I obserwując społeczeństwo, można odnieść wrażenie, że każdy bierze do siebie tylko pierwszą część zdania. A podobno, co przed „ale” to nie prawda.  Jednak zastanawia inne zjawisko. Skąd nagle wzięło się na ulicach polskich miast tylu patriotów? Skąd tylu ludzi szczycących się swoją „ojczyzną”? I ilu z nich robi to pod publikę? Albo ilu z nich tego nie robi?

Po co tyle pytań i o co tyle zamieszania? Wszystko przez biało czerwone flagi, które przyczepione do samochodów zalewają miasto. Największą popularnością cieszą się te przyczepione do szyb tylnych drzwi samochodu. Oczywiście flagi znajdują się po obu stronach auta, na tej samej wysokości i obie w rogach bliżej przednich drzwi. Trochę mniej popularne są flagi na tylnej szybie samochodu, w ilości sztuk – jeden. Rzadziej zobaczymy też flagę w środku samochodu, na desce rozdzielczej. I nie chodzi tutaj o wstyd, tylko po co mieć flagę skoro nikt jej nie widzi. Nie ma lansu, szpanu, dowartościowania – odpada. Patrząc na wzór, to wielkiego wyboru nie ma. Zwykła biało czerwona flaga z napisem Polska. Dla bardziej wybrednych flaga z godłem, albo „czysta” – czyli bez żadnych napisów i herbów.

Zwolenników flag można spotkać w każdym mieście, niezależnie od marki samochodu, czy nawet wykonywanej profesji. Ten patriotyzm najbardziej widoczny jest wśród taksówkarzy. Może być to dobry zabieg marketingowy. Przyjezdni – zarówno z kraju, jak i ze świata, zobaczą, że pan taksówkarz to prawdziwy Polak. A jak kocha swój kraj to pewnie i szacunek i godność posiada – warto skorzystać z jego usług. Być może. Lecz zastanawia widok taniej, powiewającej flagi w nowym modelu BMW z młodym biznesmenem w środku i blondynką na fotelu pasażera. Albo stara skoda favorit, a w niej czterech młodych chłopaków. Flaga bardziej dla żartu, czy po to by dopasować się do społeczeństwa?

I skoro tak wielki patriotyzm szerzy się wśród kierowców, to dlaczego nie widać tego 11 listopada każdego roku? W dzień święta, o wiele ważniejszego, niż piłkarskie rozgrywki. Co bardziej elokwentny pan powie, że o taką Polskę walczyliśmy. I przecież to dzień wolny od pracy, bo to dzień zadumy i refleksji i jeszcze kilka nic nieznaczących dziś słów. I co z tego? Oprócz dnia wolnego i kilku flag wywieszonych przez starsze społeczeństwo nic się nie dzieje. Na ulicy nie pojawiają się kordony samochodów z flagami. Żadnej flagi nie ma. Nieważne czy z napisem „Polska”, czy z godłem, czy bez napisu i godła.

I kiedy w Polsce istnieją granice wykorzystywania symboli narodowych, to warto byłoby ich nie przekraczać. Ten niezdrowy kult symboli narodowych jest dziś bardziej szpanerstwem, niż braniem czynnego udziału w życiu kraju. Zdaje się, że ważne święta z cyklu: 1 maja, 11 listopada, odchodzą do lamusa. A zastępują je celebryckie dni, przy których nie trzeba myśleć. Euro, Skoki, Siatka – nowe polskie święta. Sport pełną parą. I oczywiście w roli obserwatora, broń boże gracza! Tylko siedzieć, pić piwo, kibicować, narzekać jak coś nie wyjdzie i siedzieć cicho jak się uda. I mieć kolejny wolny dzień…

Słowo „flaga” zdominowało tekst i to nie bez powodu. Miało ono wzbudzić złe emocje i zacząć denerwować. Po prostu ma przyzwyczajać do widoku, jaki jest teraz codziennością na ulicy. Tu flaga tam flaga, choć przy Euro nie pomaga.