Chodzą po śmietnikach w dzień i w nocy. Czasem liczy się spryt i odwaga, kto pierwszy ten lepszy. Zbierają złom, aluminium, miedź, by mieć – na chleb. Jednak do skupu złomu nie przychodzą tylko biedni ludzie.

Skup złomu to podobnie jak sklepy z odzieżą używaną – współczesny temat tabu. Odwiedzając te miejsca, mamy z tego profity i chęć, by tam wrócić, ale rzadko przyznajemy się, że tam byliśmy. „Złomowiskom” przyklejono łatkę z opinią, że odwiedzają je tylko ludzie ubodzy albo bezdomni.

Postanowiłem przekonać się, jaką prawdę skrywa skup złomu. Wybrałem jeden w Siemianowicach Śląskich, skromny, na uboczu, ale oblegany. Nie ma wielkiej kolejki, jeden z pracowników obsługuje klienta, który przyniósł dwa worki puszek. Na ścianie cennik, który zmienia się w zależności od kursu walut. Złom, mosiądz, aluminium – to najbardziej opłacalne metale.

Pytam pracownika skupu, jak to jest naprawdę:

Czego ludzie przynoszą najwięcej ?
– Zdecydowanie puszek. Aktualnie za kilogram aluminium płacimy 3,60 zł, więc się opłaca. I nawet jeśli ktoś nie szuka, a po prostu kupuje napoje w puszkach, nie wyrzuca ich tylko trzyma, to potem przynosi do nas. To lepsze, niż wyrzucić.

A to w koszu na wadze?
– To agregat. Klienci przynoszą różne części porozbieranych pralek, lodówek, czasem jakiś metal ze zdemontowanych okien. Jednak sprzęt AGD wymieniamy raz na kilka lat, więc nie zdarza się to regularnie. Aczkolwiek z puszkami w jednym tygodniu potrafi przyjść kilka razy ten sam klient.

Czyli klienci są stali, nie zmieniają złomowiska w zależności od kursu czy cennika…
– Są ludzie, którzy chodzą po skupach, szukają najlepszego kursu i dopiero oddają. Ale są to groszowe różnice, bo skupy raczej ze sobą nie konkurują. Poza tym nie wszędzie wszystko przyjmą.

To znaczy?
– Jeśli jest skup metali kolorowych to przyjmuje się tylko metale kolorowe, a ludzie nie potrafią tego zrozumieć i wołają z pretensjami, że towar jest legalny. Może i legalny, ale niepotrzebny, przynajmniej w tym skupie.

A zdarza się towar „nielegalny”?
– Oczywiście. Przynoszą nam na przykład klapy ze studzienek kanalizacyjnych, czasem pocięte, żeby nie można było rozpoznać. A jeśli mamy kurs 20 zł za kilogram złomu to niezły zarobek. Tylko, że my tego nie przyjmujemy, bo nie potrzebujemy problemów.

 Jak wygląda proces przyjmowania towaru?
– Klient przychodzi, np. z workiem puszek, kładzie na wagę, wypłacamy mu pieniądze według cennika i po problemie. Natomiast jeśli klient przynosi części AGD, wtedy pytamy skąd to ma, czasami pytamy czy ma jakiś dokument, że to jego. Oczywiście, spisujemy dane z dowodu osobistego klienta i wystawiamy pokwitowanie.

 Mówi się, że złomowiska odwiedzają tylko ubodzy i bezdomni
– Przyjęło się, że na złomowisko przychodzi pijany bezdomny, który nazbierał złomu, odda go i kupi sobie za to kolejną wódkę czy piwo. Są tacy, którzy w ogóle nie śpią, tylko dzień i noc przechodzą te same rejony w poszukiwaniu czegoś „nowego”. Gorzej, jeśli spotka się konkurencje, trzeba zawalczyć o swoje, które jeszcze nie jest własne.

Chyba przeważnie tak jest…
– Nieprawda. Przychodzą ludzie ubodzy, ale przychodzą też dobrze ustawieni, którzy zrobili remont, a starych rzeczy nie chcą wyrzucać na śmietnik. Przynoszą je do nas i są kilka złotych do przodu. Pieniądze nie śmierdzą. Przychodzą też emeryci, którzy zbierając złom, mają pieniądze dla siebie. Emerytura mała, opłacą prąd, gaz, media i pieniędzy nie ma.

Wszystko kręci się wokół przetrwania
– Dokładnie, często śmiejemy się z klientami, że „zbierają miedź, by mieć”.

Można wyżyć ze zbierania złomu?
– Pewnie, jeśli pieniądze jakie dostaje się za towar nie szłyby w błoto, czyli alkohol to śmiało można z tego żyć. I wymyślić zawód „złomiarz” (śmiech).

Skupy złomu to nie tylko zbiorowisko ludzi zamieniających towar na alkohol. Można powiedzieć, że oddawanie rzeczy na złomowiska to część procesu segregacji śmieci.