Warszawa, Bydgoszcz i znowu Warszawa. W tych miejscach pojawiła się 21latka, ale obiecuje, że niebawem mapa jej odwiedzin rozrośnie się na całą Polskę. Anna Lisewska seksualny maraton wymyśliła sobie z końcem maja. Na pierwszym spotkaniu pojawiło się dziesięciu mężczyzn. Dzisiaj licznik przekracza drugą setkę.

O nietypowym rekordzie, który chce pobić 21 letnia Ania z Warszawy internauci spekulują od kilku dni. Zastanawiają się czy Anna Lisewska odwiedzająca miasta z seksmaratonem w ogóle istnieje. Spośród komentarzy mówiących o prowokacji albo zabiegu marketingowym prowadzonym przez agencje reklamowe można wyłowić też głosy potwierdzające istnienie dziewczyny.

Fotografie z maratonu
Na blogu Ani Lisewskiej ukazały się zdjęcia zrobione w trakcie pobytu w jednym z warszawskich hoteli. To zachęta do wzięcia udziału w maratonie. Ma to być też potwierdzenie istnienia 21-latki, która dziś ma już ponad 1000 fanów na swoim koncie. Po opublikowaniu tych fotografii, na fan page’u znowu zawrzało. Pojawiły się spekulacje czy Anią jest naprawdę Anią. Jedno ze zdjęć jest zamazane, na drugim zasłania twarz. Jest też zdjęcie, gdzie dokładnie można przyjrzeć się dziewczynie.

11

Nie tylko Polska
Ania tłumaczy, że progi jej hotelowego pokoju przekraczają mężczyźni z różnych części Polski. Przedział wiekowy oscyluje w granicach 18-45 lat. Ochotę na seks z dziewczyną mają też obcokrajowcy. Dotychczas odwiedziło ją dwóch Włochów oraz Hiszpan. O seksmaratonie piszą już Brazylijczycy i Anglicy, co może przełożyć się na kolejną liczbę chętnych. Niektóre z takich artykułów pojawiły się na tablicy Ani Lisewskiej.

Mimo tego, że cały maraton ma być sposobem na przespanie się ze 100 000 mężczyzn, to nie wszyscy tak o tym myślą.

„90 % facetów chce się po seksie przytulić. Opowiadają o żonach, o braku seksu. Brakuje im dzikości, itd. Uważają, że robię fajną sprawę. Wielu mówi, że publicznie również by mnie skrytykowali, ale przychodzą i chcą ponownych spotkań…” – podkreśla Ania w naszej rozmowie na portalu społecznościowym.

To nie prostytucja
Żeby mieć swój udział w maratonie trzeba po uprzednim zapisaniu się zapłacić 40 złotych. 21latka tłumaczy, że to żadna prostytucja. Za te pieniądze kupuje prezerwatywy oraz płaci za hotel. Nie chodzi o pieniądze, ale dobrą zabawę i ustanowienie rekordu. Faceci, którzy przychodzą do Ani też nie uważają jej za prostytutkę, choć publicznie tak o niej mówią. Nie chcą odróżniać się od środowiska, a przede wszystkim boją się, że ktoś dowie się o ich spotkaniu z dziewczyną.

„Przypadkowo przyszedł mój kolega z liceum. Był w szoku, ale przespaliśmy się razem i było już ok. Nadal mamy ze sobą kontakt” – puentuje Ania.

Aktualnie na „liczniku” widnieje liczba 207 mężczyzn. Kolejne spotkanie zaplanowała na piątek. Znowu w Stolicy.