Pierwszy raz zobaczyłem ją w telewizji. Nie rozumiałem jej fenomenu, ale dostrzegałem niezwykłość. Z każdą kolejną informacją ciekawiła coraz bardziej. Kiedy usłyszałem, że może się nie udać, pomyślałem, że warto spróbować. Lecz dopiero słysząc, że jest dla wybranych przekonałem się, że będzie moim celem!

Już na początku liceum zaczęła mnie interesować. Pewnie dlatego, że wiąże się z nią Kinga Rusin, która jest dla mnie zarazem autorytetem i inspiracją. Druga sprawa, że lubię dynamiczne życie. Trochę lubię konkurować, ścigać się i czasem uda się nawet zwyciężyć. Jednak wszystko z umiarem i rozsądkiem, bo jakby inaczej.

2009 rok – to wtedy mogłem się jej przyjrzeć z bliska. Radość była podwójna, bo ta wycieczka miała cel w postaci studia telewizji TVN i programu „You Can Dance – Po Prostu Tańcz”. Ta wizyta była krótka, ale na dobre utkwiła w mojej pamięci. Już sama podróż „do celu” budziła wiele emocji. Pamiętam, że padał deszcz, słuchałem rmf fm i stałem w korku na „Gierkówce”, bo gdzieś z przodu doszło do śmiertelnego wypadku. A powrót do domu jeszcze bardziej uświadomił mnie, że za kilka lat znowu się zobaczymy – tym razem na zawsze.

Potem odwiedziłem ją jeszcze dwa razy. Rok temu miałem okazję zasiąść na widowni (póki co) programu „Kuba Wojewódzki”. Po nagraniu była chwila na kawę w jednej z sieciowych restauracji, więc i trochę jej zobaczyłem. Głównie z zza szyby samochodu, ale zawsze coś. No i rok 2012. Szkoła Główna Handlowa, „Tydzień Kobiet Sukcesu” i goście specjalni tej imprezy. Szansa, jaką pozwoliło wykorzystać Polskie Radio była kolejnym motorem napędzającym moje pragnienia. Kinga Rusin udzieliła wywiadu na temat humoru w biznesie, 20lecia pracy w mediach i sposobach na sukces. A po wszystkim pamiątkowe zdjęcie i czas na przyjemności…

I nadarzyła się okazją, by poznać ją bliżej. Kilka godzin zwiedzania trochę nasyciło moją ciekawość i chęć powrotu na stałe. Poznałem jej walory, które eksponuje w każdym filmie, reklamie i na każdym zdjęciu. Lecz dostrzegłem też rzeczy, których nie odkrywa, bo odkryć trzeba je samemu. Potrzeba chęci i cierpliwości. I to jest w niej niesamowite. Każdego dnia można odkryć jej nową i nową część.

Jeśli wydaję się, że jest to tekst o kobiecie, to tak jest. Bowiem Warszawa jest jak kobieta – niezdecydowana i pełna tajemnic. I słuchając Mariki można dowiedzieć się, że „tu można oberwać jak wszędzie, tak samo można dostać wielkie serce”.  O tym chciałbym się przekonać. A Ty, masz swoje ulubione miasto?