Imprezy, beztroskie życie i dziecko traktowane jak gadżet. Jest też żądza zrobienia kariery za wszelką cenę. To wszystko przedstawione dosyć dynamicznie, wplatając trochę amatorszczyzny. Katarzyna Rosłaniec wkroczyła na ekrany kin z filmem „Bejbi Blues”. Tak się bawi polska młodzież?

Katarzyna Rosłaniec po sukcesie „Galerianek” nie zwalnia tempa. Po raz kolejny stara się absorbować widza i szokuje rozwojem sytuacji. Dziecko w dzisiejszych czasach to nie obowiązek, ale rzecz. Chęć posiadania jest ogromna. Jednak to moment oczekiwania jest najprzyjemniejszy. Niestety.

Poznajemy parę nastolatków przed maturą. Siedemnastoletnia Natalia ma dziecko, ale nie z „wpadki”. Sama chciała, marzyła o tym.  Równocześnie marzy też o karierze modelki. I tutaj pojawia się problem. Każdy następni dzień przynosi coraz więcej radości z posiadania małego Antosia. Każdy następny dzień przynosi też szansę na zrobienie kariery w popularnym domu mody.

Filmowe wątki przeplatane są rodzinnymi kłótniami, problemami finansowymi, aż wreszcie nałogami. Można powiedzieć – życiowe sytuacje. Niektóre ujęcia kręcone są z ręki. Widz przez to ma się poczuć jakby uczestniczył w tej sytuacji. Dynamiczna akcja nie pozwala się nudzić, ale nie pozwala też wrócić na chwilę myślami do poprzedniego wątku. Lecz reżyserka zwraca uwagę na coś jeszcze. Prezentując ten film zadaje widzom pytanie – „Jak wielką krzywdę możemy wyrządzić bliskim, by podążać za karierą?”

Jeśli myślicie, że seks jest najgorszą z opcji do osiągnięcia sukcesu, to koniecznie musicie zobaczyć „Bejbi Blues”. Ponadto dziecko staje się częścią mody, czymś trendy. Jest jak rzecz. Po prostu jest. A jak się zepsuje, to będzie nowa. Dlaczego nowa? Rozsiądźcie się w kinowym fotelu i obserwujcie jak dzisiejszy świat widzi polska młodzież. Trochę wstyd, trochę żal, trochę prawda.