Trudno. Mieliśmy pięć lat żeby przygotować infrastrukturę, kibiców i drużynę. Kiedy w 2007 roku ogłoszono Polskę współgospodarzem Euro 2012 wraz z Ukrainą, ogarnął nas szał. Wiadomo, że podniecenie na ogół jest ogromne, ale trwa bardzo krótko. I każdego dnia, żółwim tempem chcieliśmy udoskonalać wszystko co dobre, bo polskie. W dużej mierze się udało, a że na ostatnią chwilę –  to nic! Z drogami nam się udało, ze stadionami jakoś też. Wyjście z grupy się nie powiodło, lecz najbardziej zawiedli kibice – nie dość, że niespodziewanie, to jeszcze w ogromnej ilości.

Zmagania reprezentacji Polski śledziłem od początku do dziś, czyli do końca. Nie celebrując tego wpisami na facebooku, w smsach do znajomych i w końcu na swojej twarzy – pod postacią biało czerwonej farby na ustach. I będąc pod katowickim spodkiem na spotkaniu Polska – Grecja trzymałem kciuki, a potem słuchając Tomasza Zimocha w Polskim Radio, kiedy to nasza reprezentacja walczyła z Rosjanami, też trzymałem. Wreszcie kibicując w Parku Śląskim na meczu o wszystko z Czechami, trzymałem kciuki. Podczas wszystkich tych trzech spotkań byłem zachwycony poziomem dopingu rodaków. Wszystko pękło, jak bańka mydlana po ostatnim gwizdku spotkania Polska – Czechy.

Można śmiało zapytać: Gdzie są kibice – patrioci? Gdzie są kibice – Polacy? I gdzie są kibice – ci na dobre i na złe? Żadnego z wcześniej wymienionych dziś nie zauważyłem. A miałem sporo czasu, by ocenić zachowanie Polaków po meczu. Rozumiem, że emocje, że adrenalina, że złość i niedowierzanie. Jednak, żeby zaczynać już w „Strefie Kibica” ganić swoją reprezentację? Przecież jeszcze przed meczem to byli „nasi chłopcy”, „drużyna narodowa”, „bohaterowie narodowi”.

Po bramce Czechów i wyeliminowaniu Polski z Mistrzostw Europy 2012 zmieniliśmy się w złośliwców, którzy nie chcą znać Polski. Nastolatkowie opuszczają „Strefę Kibica” i ściągają czapki z napisem „Polska”. Kobieta z chustą „Euro2012” na szyi zrywa ją jednym pociągnięciem ręki i chowa błyskawicznie do białej torebki. Za nią dwóch mężczyzn wyraża swoje niezadowolenie z wyniku okrzykami: „kurwa mać” i „taki chuj”. Wydaje się, że nic nie może zaskoczyć.

Tymczasem z samochodów znikają flagi z barwami narodowymi. Jeszcze wczoraj, tydzień temu i podczas meczu inauguracyjnego były niemal świętością. Teraz wiszą na tylnych szybach aut w śladowych ilościach. W przeciwieństwie do piłkarzy kibice nie grają do końca…

Katowice, centrum miasta, 5 minut do przyjazdu autobusu. Nieaktualni kibice drużyny, której już w euro nie ma zamawiają wciąż aktualnego euro kebaba. Dyskusja przeplata się z ciszą, a krzyki niedowierzań zagłuszają zachwyt nad dwoma punktami i remisem z Rosją. Prawdziwy koszmar zaczyna się w autobusie komunikacji miejskiej. Ludzie zajmują miejsca, a kilku młodych, podchmielonych chłopaków zaczyna skandować, że nic się nie stało, naprawdę nic się nie stało. I to byłoby jeszcze okej. Są patriotami, są smutni, ale nie zdołowani.

W pewnej chwili, trochę mniej ogarnięty intelektualnie pan wstaje i zaczyna kwestię: „Hej niebiescy, ole. Hej, niebiescy ole” – dla tych, którzy nie mieszkają na Śląsku wytłumaczę, że to przyśpiewka kibiców Ruchu Chorzów. Wzmianki o Polsce błyskawicznie schodzą na drugi plan, a lokalne przyśpiewki dominują przez kilka przystanków. Jak to? Przecież to Polska grała dziś mecz o wszystko, a nie chorzowski Ruch w ekstraklasie. W autobusie panuje zaskoczenie skąd wśród ludzi w kolorach białych i czerwonych, z narodowym szalikiem i czapką, pojawiają się pieśni o Ruchu Chorzów. Kiedy wysiadam z autobusu większość narodowych gadżetów jest już ukryta w kieszeniach, a jeden szalik na ziemi – to Pana, który postanowił się przespać w podróży…

Co z tą Polską? Coraz gorzej.
Reprezentacji się nie wstydzę i dziękuję, że walczyli do końca. Tylko kibiców trochę szkoda, bo odpuścili, nie pokazali klasy i dali po sobie poznać, że jakoś im nie zależy.