plakat

Cud, niemożliwe, szokujące. Takie słowa można było usłyszeć wychodząc z sali kinowej. Lecz to nie było zwykłe wyjście z pustym kubkiem po coca coli i resztkami popcornu. To było wyjście ze łzami w oczach i nowym spojrzeniem na życie. Dialogi i sytuacje, których na co dzień nie dostrzegamy sprawiają, że aż „chce się żyć”.

Do napisania tego tekstu potrzebowałem kilku dni od mojej wizyty w kinie. Jeśli myślisz, że twoje kłopoty w pracy, kłótnie z przyjaciółmi i nieregularne posiłki są wielkimi problemami, to koniecznie wybierz się na ten film. Bowiem co ma powiedzieć osoba, która pracować nie może, przyjaciół nie posiada, a i z jedzeniem ma wielkie problemy?

„Chce się żyć” to film oparty o prawdziwe wydarzenia, jakie miały miejsce w życiu niepełnosprawnego Przemka. Chłopiec jest chory na porażenie mózgowe, a wszyscy specjaliści skreślają jego życie twierdząc, że nie ma z nim kontaktu. Tylko rodzice wierzą w swojego syna… do samego końca.

Reżyser Maciej Pieprzyca przełożył historię Przemka wspomagając się dokumentem „Jak motyl”, który przed dziesięcioma laty zrealizowała Ewa Pięta – studentka Pieprzycy. Do głównej roli „Chce się żyć” wybrano Dawida Ogrodnika, który wcielił się w rolę Mateusza. Imię zostało zmienione specjalnie.

wołanie przez ciszę

Z minuty na minuty ból Mateusza odczuwany jest coraz bardziej. Także przez nas – widzów. Oprócz czasu spędzanego na obserwacji podwórka z perspektywy domowego okna oraz oglądania telewizji Mateusz nie ma więcej rozrywek. Bardzo mu to przeszkadza, ale z początkiem filmu jest to niewidoczne. Przez cały czas pojawiają się sceny, by zapłakać. Przedstawiona jest sytuacja Mateusza, który trafił do ośrodka dla osób upośledzonych umysłowo. Moment, kiedy odwiedza dentystę jest jednym z kluczowych. Wtedy też film niespodziewanie łapie za gardło i nie panujemy nad swoimi emocjami. Cisza, która jest obecna na ekranie podczas wyrywania zębów chłopakowi aż bije po uszach. Jego niemy krzyk ze zdwojoną siłą trafia w reakcję publiczności.

„nie ja roślina”

Mateusz chce udowodnić, że słyszy i co najważniejsze rozumie rodziców. Nikt nie zwraca na to uwagi, przez co chłopak i widzowie denerwują się jeszcze bardziej. Tak bardzo wczuwamy się w ten film, że wkurzamy się na samych siebie przez naszą bezradność. Nie umiemy powiedzieć „proszę panią, pani syn rozumie”. Nie piszę tego przypadkowo, bowiem wielu powie, że to tylko film. Jednak zastanówmy się ile otacza nas osób, których wołania nikt nie słyszy?

dobrze jest

Bardzo dużą rolę (zarówno w filmie, jak i pewnie w życiu) odegrał ojciec. To on pokazał mu jak się buntować, nauczył obserwacji gwiazd i nieustannej walki. Matka była na dalszym planie, choć też spełniała ważną kwestię. Zresztą cały film składał się z kwestii – ważniejszych i tych mniej. O tym, że dał do myślenia pokazały napisy końcowe. Nikt nie miał zamiaru opuścić swojego fotela. Była cisza, łza w oku i chwila refleksji. Po tym filmie naprawdę „chce się żyć”.

Nie chcę zdradzać więcej, bo magia tego filmu zawarta jest w szczegółach. Powiem tylko tyle – dobrze jest.