Dwa lata poza domem. A właściwie w domu cały czas, bo to droga będzie ich drugim domem. Marek Chorąży i Łukasz Coghen wyruszą w podróż z Katowic do Singapuru. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że ten dystans dzielący oba miejsca, chcą pokonać pieszo. Od celu dzieli ich 33,5 miliona kroków. O przygotowaniach do wyprawy i idei chodzenia opowiadają Piotrowi Polokowi.

2 kontynenty, 6 stref czasowych, 10 krajów – Polska, Ukraina, Rosja, Kazachstan, Chiny, Indie, Birma, Tajlandia, Malezja, Singapur.

20 par butów
548 dni marszu
14 000 km drogi
33 500 000 kroków

Marek ma już za sobą kilka poważnych wypraw i planował kolejne. Kiedy napisał do niego Łukasz – bez zastanowienia zaczęli ustalać, gdzie i jak pójdą. Dla Łukasza będzie to debiutancka i bardzo trudna wycieczka. Lecz jak twierdzą obaj panowie nie ma siły, która mogłaby ich zatrzymać. Start wyprawy zaplanowali na kwiecień – maj 2012 roku. Chłopaki przygotowują się do wyprawy, a w między czasie opowiadają o tym, jak będzie wyglądać droga, co zabiorą i czego boją się najbardziej.

Jak rodzi się pomysł tak karkołomnej wyprawy ?

Łukasz Coghen: Ja napisałem maila do Marka, bo dowiedziałem się, że chce przejść dookoła Morze Śródziemne. Ja też myślałem o tym, żeby się przejść, ale nie za bardzo odpowiadała mi ta trasa. I zaproponowałem, żeby iść do Baku do Azerbejdżanu. Przedyskutowaliśmy ten problem i Marek doszedł do wniosku, że jeśli dojdzie do Baku to nie będzie mu się chciało wracać i pójdzie dalej, na przykład do Hong Kongu. Ja natomiast pomyślałem, że to straszna nuda iść tak przez całe Chiny i zadecydowaliśmy, że Singapur będzie odpowiedni dla nas obydwu.

Co na to rodzina ?

Marek Chorąży: Zaczyna się krzykiem matki: „Co ty robisz”, bo niezależnie od tego, ile bym wcześnie rodzicom tłumaczył co zamierzam zrobić, wyewoluowała u nich fantastyczna umiejętność niesłuchania mnie. I zawsze pojawia się zdziwienie mimo tego, że coś im wcześniej mówię. Po prostu muszę wyjść. Nie można myśleć o drodze z punktu widzenia osoby siedzącej, bo i tak wszytko będzie wyglądało zupełnie inaczej. Bo to nie jest samochód, że trzeba się zaopatrzyć w benzynę czy wiele innych rzeczy. Jesteśmy trochę ograniczeni z Singapurem, bo musimy się zorganizować wizowo i szczepionkowo. Będę szczery – to się powoli robi sposób na życie. Ja po prostu inaczej nie chce.

Po raz pierwszy będziesz szedł w duecie ?

Marek Chorąży: Nie, nie. Pierwszy raz w duecie szedłem z Marianem do Hiszpanii. Drugi raz w duecie szedłem z Konradem dookoła Polski. Następnie, jak szedłem na Nordkapp to też mnie odprowadził z Katowic do Torunia. A potem już szedłem sam.

Łukasz, dla ciebie będzie to podróżniczy debiut.

Łukasz Coghen: No tak, ja jeszcze nie chodziłem nigdy takich odległościach. Moje doświadczenia są bardziej offroadowe, czyli przeważnie samochód. Wielu moich znajomych chce mnie od tego odciągnąć i uważają, że jest to nierealne, bo rzeczywiście pomysł jest karkołomny. Natomiast ja im mówię, że zrezygnuje jeśli znajdą mi równie duże wyzwanie, które mógłbym zrealizować… Póki co nikt nie jest w stanie tego zrobić, więc obstaje przy tym planie. Zamieniam cztery kółka na parę butów, bo wybieramy się w dwu letnią wyprawę i dlatego sprzedaje swój samochód.  Może nie parę butów, ale na pewno osiem, dziesięć par.  Z perspektywy samochodu zupełnie inaczej odkrywa się świat. To jest takie pobieżne, a idąc jest to zupełnie inaczej.

Musicie zabrać ze sobą tylko najpotrzebniejsze rzeczy.

Łukasz Coghen: Głównie skupiamy się na sprzęcie trekkingowym. Każdy z nas musi mieć namiot, śpiwór, karimatę, jakieś koszulki, być może dwie pary butów.

Marek Chorąży: Nie bardzo wiem, jak to będzie z butami. Licząc średnio po dwa tysiące kilometrów na buty i to nie tylko na powierzchni asfaltowej, to mamy co najmniej po 10 par. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, jak to będzie wyglądać. Jak wrócę to z przyjemnością opowiem.

Jesteście dobrze przygotowani ?

Łukasz Coghen: To jest bardzo trudne przedsięwzięcie. Prawdopodobnie w trakcie realizacji projektu nie będziemy mieli żadnych dochodów, więc potrzebujemy wsparcia finansowego. Ciągle zabiegamy o sponsorów, o sprzęt. Ponadto przeglądamy mapy i zdjęcia satelitarne. Staramy się szczegółowo przeanalizować naszą trasę. Głównie teraz przygotowanie polegają na szukaniu wsparcia dla projektu i na analizie trasy.

Możecie liczyć na pomoc okolicznych mieszkańców, których spotkacie.

Łukasz Coghen: Właśnie na naszej drodze jest kilka takich etapów, gdzie przez kilkaset kilometrów będziemy zdani tylko i wyłącznie na siebie.  Na przykład w Kazachstanie i Chinach Zachodnich są takie pustynne przestrzenie, zupełnie niezamieszkałe. I właśnie tam będziemy odcięci od jakiegokolwiek zaopatrzenia i pomocy. Będziemy musieli mieć ze sobą bardzo duże ilości wody i jedzenia. Dlatego też musimy mieć wózek. Aktualnie jest on dla nas projektowany.  Będzie on posiadał dwa kanistry na wodę po łącznej pojemności czterdziestu litrów.

Czego się boicie ?

Łukasz Coghen: Największe problemy, jakie mogą się pojawić to będą problemy natury emocjonalnej.  Przecież wszystko się będzie działo wyłącznie między nami.  Przez dwa lata będziemy „skazani” na siebie. Jednak trzeba wiedzieć, że my jesteśmy z Markiem zupełnie różni, a jednocześnie tacy sami. I dzięki temu bardzo dobrze się uzupełniamy.

Marek Chorąży: Wiem, że będą ciężkie momenty. Mnie się zdarzały już takie sytuacje po jakichś dwóch miesiącach. Ostra awantura jest potrzebna, bo musi być wyczyszczenie atmosfery. A potem tak się już ludzie poznają, że nie ma problemu. Spędzamy ze sobą 24 godziny dziennie, 7 dni w tygodniu, 365 dni w roku.

Czego życzyć chłopakom, którzy chcą przejść tyle kilometrów? Bo z pewnością nie połamania nóg.

Łukasz Coghen: Dobrej pogody, ładnych widoków i pięknych dziewczyn.

Marek Chorąży: Przy okazji zapraszamy na naszego fanpage’a. Tam wszystkie informacje dotyczące przygotowań. I co ważne, jeśli ktoś chciałby nas kawałek odprowadzić to serdecznie zapraszamy.

www.facebook.com/idziemy