21 września do polskich kin wejdzie najnowsza produkcja Leszka Dawida. Film „Jesteś Bogiem” to historia oparta o prawdziwe wydarzenia, z dobrą muzyką i morałem. Promocja filmu w sieci trwa już od paru miesięcy i oprócz trailerów na youtube, pojawiają się też artykuły sponsorowane i zdjęcia sprzed lat. To normalne zabiegi „piar”, ale dziwi co innego. Nagły przypływ fanów, nie tyle samego filmu, co zespołu Paktofonika.

Chyba nie ma osoby, która nie spotkała się z nazwą Paktofonika. Szczególnie na Górnym Śląsku. Można powiedzieć, że to dziecko protoplasty hip hopu w Polsce – Kalibra 44. W nim udzielał się też świętej pamięci Magik. PFK osiągnęła sukces, bo zrobiła coś nowego, a ponadto niezależnie od panującej mody. Niezależnie od buntowniczego rocka, który był wówczas w cenie. Chłopaki zaczęli odnosić sukcesy, nagrali płytę, przeżyli śmierć kolegi i byli popularni. Paktofonika zarówno jako zespół i marka pozwoliła wypłynąć Fokusowi i Rahimowi, co wykorzystali i założyli Pokahontaz. Latami zdobywali prawdziwych fanów, wiernych i rozumiejących rap. To wszystko może się zmienić przez film „Jesteś Bogiem”?

„Chcę być jak PFK”

Kinowy zwiastun opublikowany na youtube ma już ponad 860000 wyświetleń. Oprócz komentarzy wyrażających niecierpliwość i wielkie oczekiwanie znalazły się też informacje o zmianie zdania o Paktofonice: „Zmieniam zdanie. Nigdy nie lubiłem rapu, ale po tym trailerze chyba pokochałem. Paktofonika ma jednego fana więcej” – pisze użytkownik youtube. Zbiera głosy sprzeciwu i jego wypowiedź gubi się wśród setek podobnych wypocin.

Co prawda to film, a nie śmierć znanego muzyka/aktora, ale czy można się bać, że zespół stanie się „popularny”? Jacksona po śmierci zaczął słuchać co drugi nastolatek, ale do pierwszej rocznicy śmierci wszystko wróciło do normy. Podobnie było z Amy Winehouse. Poprosiliśmy jednego z fanów Paktofoniki o opinie na ten temat:
„Komercyjność filmu(w negatywnym znaczeniu tego słowa) można włożyć między bajki. Na przykład z powodu historii jaką przeżył scenariusz Macieja Pisuka, zanim Leszek Dawid zabrał się za robienie tego filmu. Mam wrażenie, że jeśli na fali tego filmu muzyka Paktofoniki przeżyje renesans w mediach masowych, to nie będzie to nic negatywnego, gdyż jeden „bum” już przeżyła u kresu XX wieku.”

A osoby, które znają piosenki Paktofoniki, ale nie znają jej historii, powinny wybrać się do kina?

„Patrząc na osoby, które brały udział w tym by ten film powstał – warto. Leszek Dawid w wielu wywiadach powtarzał, że nie znał hip-hopu kiedy usłyszał o scenariuszu Macieja Pisuka, więc historia ta nie musi być tylko dla twardych fanów tej muzyki czy zespołu. Ten film to historia o nastolatkach, którzy bezkompromisowo starali się spełniać swoje marzenia”.

W mediach co dzień pojawiają się nowe opinie. I wiadomo, ilu ludzi, tyle opinii. Nie pozostaje nic innego, jak zaprosić do kin. I zobaczyć film. Film o życiu. Film o śmierci. Film o marzeniach. Film… o nas samych. I miejmy nadzieję, że ten wielki „bum” na Paktofonikę wśród młodzieży gimnazjalnej minie szybko. Bowiem szkoda byłoby wsadzać legendę hip hopu pomiędzy „My little Pony” a Justina Biebera.