Już dawno żaden film w kinie nie wywarł na mnie takiego wrażenia, jak ten. Dobre zapowiedzi jakie zbierał przed premierą i świetne relacje tuż po – to wszystko zasypywało polski rynek medialny. Zazwyczaj to kwestia dobrego „piaru” i odpowiedniej sumy gotówki. Tym razem było na co popatrzeć, pod wieloma względami. Film inspirowany prawdziwymi wydarzeniami, z prawdziwym przesłaniem. Tak prezentuje się „YUMA”. 

Nigdy nie powinno się opisywać filmu tuż po jego zobaczeniu, bo wtedy nie wszystko się pamięta, dlatego też musiałem poczekać z artykułem.

Zacznę tak – warto było. Po pierwsze dlatego, że miałem okazję zobaczyć i przekonać się jak to „wtedy” się odbywało. Ten przełom lat 80 i 90, który znałem tylko z opowiadań. Upadek PRL-u, o którym czytam już tylko w artykułach historycznych tygodnika „Polityka” i czasami słucham w państwowych mediach. To wszystko było ukazane w tym filmie. Myślę, że wielkim faux pas byłoby opisywanie tutaj tego, co się wydarzyło, zwłaszcza, że prawie każdy moment filmu można nazwać spojlerem (ciekawskim wyjaśnienia słowa „spojer” polecam google). Po prostu trzeba zagnieździć się w fotelu sali kinowej i przenieść się do Rajchu, razem z innymi uczestnikami seansu.

Gdybym miał definiować aktorkę zmysłową, seksowną i pełną wdzięku, to powiedziałbym Katarzyna Figura. A jeśli nie zawsze, to na pewno w tym filmie. Wystąpiła jako ciocia Zygi (Jakuba Gierszała – głównego bohatera) i oprócz tego, że pomogła mu się ustatkować, to udało też jej się go uwieść. W napisach końcowych można było zauważyć, że prawdziwe wydarzenia były inspiracją do stworzenia „YUMY”. Jeśli takie rzeczy dzieją się naprawdę, to chciałbym przeżyć akurat tę scenę.

I na koniec jeszcze informacja dla fanów, którzy wyczekują nowej filmowej produkcji „Jesteś Bogiem”. Jeśli chcecie zobaczyć jak radzi sobie filmowy Fokus (Tomasz Schuchardt) na dużym ekranie, niekoniecznie w filmie o Paktofonice, to musicie kupić bilet na „YUME”. Schuchardt wcielił się w Ernesta, młodego Niemca, który uciekł z NRD. W Polsce uchronił się dzięki Zydze.

P.S Widziałem trailer filmu „Jesteś Bogiem” na dużym ekranie i dzięki temu mam na niego jeszcze większą ochotę. Niebawem artykuł o fenomenie czy też standardzie, który nastolatkowie mogą zniszczyć, zadeptać albo zupełnie przeciwnie i nieoczekiwanie, wynieść na piedestał.